Chorobowe w domowych pieleszach

Czas jest taki, że wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej pociągający. Nosem. Pokasływanie słyszę za plecami stojąc w osiedlowej piekarni, na poczcie i we własnym domu.

Ileż to razy gloryfikowałam naszą umiarkowaną sferę klimatyczną za różnorodność, dzięki której nie jest nudno, za ten wspaniały cykl, stymulujący kreatywność, choćby w dziedzinie pomysłów na spędzanie wolnego czasu. Jest jednak drobna niedogodność, jaka wiąże się z tymi nieustannymi zmianami aury – skłonność do przeziębień.

I tak zapadłam się w fotel.

Nie w kanapę, a w fotel właśnie, bo nie jestem jeszcze w stanie agonalnym, a raczej draśnięta katarem. Otoczona poduchami, kocami i kubkami z, lub po herbacie, i jest mi całkiem dobrze…

fot. tchibo, myin, home and you, modna.

Mój chorobowy niezbędnik – arcywygodny fotel z wyjmowanym podnóżkiem (Myin), mięciutki szlafrok otulający szczelnie każdy centymetr mojego ciała  (Tchibo), ciepłe kapcie, miękkie poduchy, kubek z posłodzoną miodem aromatyczną herbatą.

A moździerz? Na cóż mi on?
Spieszę z wyjaśnieniem. Sposoby na uporczywe pociąganie nosem, takie z babki-prababki zawsze były bliskie memu sercu (oraz drogom oddechowym). W moździerzu zgniatam dwa spore ząbki czosnku, podlewam odrobiną oliwy i wyciskam połówkę cytryny, szczypta soli, trochę świeżo zmielonego pieprzu. W takim sosie maczam kawałek pieczywa. Zdrowieję w oczach ;). Najlepiej pozostając w czterech ścianach, bo ten specyfik ma jedną wadę – wymaga samotności po spożyciu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s